26 lut 2015

W KUCHNI. CO NA ŚCIANĘ?


No chyba nie ma już takiej osoby na świecie, która twierdziłaby, że tylko płytki. 

Bo wiesz, kiedyś tak było. Luksusem i szczytem dizajnu było mieć w kuchni na ścianie płytki, a nie farbę olejną. Później, jak już jako-takie płytki były szerzej dostępne to następowały różne mody kolejno po sobie na najróżniejsze wzory, aż doszliśmy do takiego etapu, że im dziwniejsze i bardziej kiczowate tym lepiej. I położone w skos. Albo jeszcze lepiej: do góry nogami, w skos i jeszcze co któraś z innego koloru i wzoru. Czym chata bogata.
Wiesz, jaki jest najdurniejszy moim zdaniem pomysł na ścianę nad blatem? Mozaika. To znaczy co kto lubi, ale ja siebie nie widzę szorującej te cholerne fugi. Osobiście uważam, że fartuch (bo tak ten fragment ściany się nazywa) ma być łatwy, lekki i przyjemny w utrzymywaniu czystości, odporny na działanie temperatury, chemikaliów i szorowanie. I ma być estetyczny i pasować do kuchni.
A co my Słowianie mamy do wyboru na początku XXI wieku?
Ano mamy my Słowianie całkiem pokaźny wachlarz opcji. To ja może zacznę od rozwiązania, które według mojego doświadczenia jest ostatnimi laty najpopularniejsze. Modne, czyli. Meine Damen und Herren:

SZKŁO
Tadaam! Nie mogło być inaczej. Pasuje do moich wymagań, prawdaż. Ale mimo to, nie jestem jego fanką. Jest ku temu jeden powód: sama mam takie rozwiązanie. I co? Pstro. Nawet bardzo pstro, żeby nie powiedzieć plamiście. Szkło jest białe – nie mogło być inaczej u miłośniczki bieli wszelakiej, absolutnej i wszechobecnej. No i to białe szkło u miłośniczki sosów pomidorowych nie wygląda już aż tak absolutnie biało, jakbym tego chciała. Oczywiście ze szkła można bardzo łatwo i szybko to i owo zmyć, ale wiesz, jak to jest.
Makaron ugotowany, talerze czekają, sos już doszedł; nakładam, trzeba szybko spałaszować, żeby nie wystygło. Po obiedzie pół godziny dla słoniny, i jeszcze deserek. No dobra, to można posprzątać, to znaczy wstawić do zmywarki talerze, sztućce; szybko patelnia, bo zaschnie. O! Teleexpres. Już idę! Zaraz, co to ja miałam? A plamy po sosie zmyć. Ooooojeeeezzzuuuuudziiieeeckooooonieeebierzteeegodobuziiiiiiiiiiiiiiiiiii! Dobra, zaraz te plamy zmyję. Kosi-kosi łapci. Ło jeny, to już czas kolacji. Potem zmyję. I tak codziennie!

Jak myślisz, ile razy w tygodniu zmywam szkło? No właśnie. A na szkle widać absolutnie wszystko. Nie tylko sos pomidorowy, ale też tłuszcz, paluchy, osad z gazu, smugi po czyszczeniu. Niby szybko i łatwo, a jednak upierdliwe toto.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego nie przepadam za okładziną ze szkła. Trudno ją wymienić w razie W. No więc takie „W” przydarzyło się mojej skromnej osobie, bo chcąc przyoszczędzić nie zamontowałam tafli hartowanej. No przecież nie pęknie – pomyślałam sobie. Pękło. Chyba jednak powinnam sobie czasami podarować myślenie :) Szkło przyklejone do ściany. Tuż obok szklanej płyty gazowej. Gdybym była bardzo zdeterminowana poradziłabym sobie z tematem. Ale jeszcze nie jestem.

Ale tak poza tym to szkło na ścianie ma wiele zalet. Przede wszystkim daje dużą różnorodność i dla każdego coś miłego. Nawet zdjęcie z wakacji możesz za nim umieścić, albo inną grafikę. Może być bardzo indywidualnie. Może jakbym sobie zaprojektowała wzór w kropki i ciapki różnokolorowe, to te plamy z sosu aż tak by mnie nie wpieniały :D. Tylko znowu mam jakieś „ale”. Wydrukowałeś super-ekstra zdjęcie dajmy na to truskawek w skali makro. Wygląda bosko! Jakiś fachura zamontował Tobie na tym szkło przezroczyste. Potem Ty robisz ciasto czekoladowe i taki chlust prosto z miksera osadził się na rancie szkła. Szybko ścierasz i zamiast zebrać, wepchnąłeś głębiej. Średnio, co?

Uważam, że ze wszystkim można sobie poradzić, a wiele sytuacji można przewidzieć i przemyśleć zawczasu. Tylko najczęściej jest tak, że podczas remontu, czy urządzania się człowiek jest w pewnym momencie tak sfrustrowany, że już po prostu wiele rzeczy ma w tyłku. Jestem zwolenniczką przemyśliwania wszelkich możliwych prac przed (!) rozpoczęciem prac. A jeśli nie wiesz, jak się zabrać do tego, to nie przejmuj się. Od tego masz przecież mnie :) Ja zdecydowanie myślę w nadmiarze, podzielę się.


Ach, no i wracając. Dziś było szkło na fartuch kuchenny. Następnym razem będzie inny materiał. I też się na nim powyżywam, a co! I w ogóle będę ten temat drążyć, drążyć, ążyć, yć, yć. Ten i wiele innych, więc czytaj mnie!

1 komentarz:

  1. Czytam z zapartym tchem! Oraz miarką w jednej a łyżką w drugiej dłoni ;)
    Pojawiły się u mnie bowiem dylematy wannowe a raczej przywannowe ;) Ale jako matka polka mobilna rozwiążę je w weekend gdy uda mi się wyskoczyć do sklepu pomierzyć co nieco.

    OdpowiedzUsuń