29 sty 2015

ROBIĘ TO W NOCY POD KOŁDRĄ. PO CIEMKU.


Jak byłam dzieckiem, kazano mi czytać. Za karę.

Wyobrażacie to sobie? Katorgą, pamiętam była dla mnie „Karolcia”, a co dopiero „Krzyżacy”. Nigdy zresztą ich nie przeczytałam do końca. Ba, nawet nie obejrzałam filmu. Ale jakoś tak się Monikowe losy potoczyły, że dzisiaj najwyższą formą relaksu dla mnie jest lektura. Nie no, trochę przegięłam – mogłabym jeszcze się wylegiwać gdzieś na Malediwach, ale zostaję przy tym, co dla mnie na dzisiaj jest osiągalne.

Niestety dzisiaj nikt mi czytać nie każe. Mało tego, nikt mi nie pozwala tak legalnie zalec z książką, dlatego muszę to robić po cichaczu i najlepiej nocą pod kołdrą. W pewnym okresie mojego wewnętrznego rozwoju czytelnictwa uznawałam jedynie te tradycyjne książki w wersji papierowej. Snobistycznie celebrowałam momenty z książką (najlepiej w skórzanej oprawie), której często nie rozumiałam - wieczór, wino, eleganckie przekąski, ęsi, ąsi. Dziś jestem bardziej liberalna, i chociaż nie posiadam czytnika ebooków, to czytuję je na smartfonie. To znacznie ułatwia mi nocne przygody z książką. I nie tylko to. Bo jeszcze czytam na spacerach. Jak młodzież sztachnie się świeżym powietrzem i odpłynie w objęcia Morfeusza, to ja tup-tup-tup do najbliższej ławeczki, gira na koło od wózka – wiadomo – nożny symulator dziur chodnikowych, telefon do łapki i już mnie nie ma. Nie targam ze sobą tomów, bo bardzo pilnuję, żeby kilogramów za dużo nie było do dźwigania.

Tak, czy owak, rodzina i przyjaciele wiedzą, że jeżeli jest jakaś okazja, to zamiast kwiatków lepiej kupić mi książkę. Albo czekoladę :). Ale czekolada daje mi radość na najwyżej 10 minut – pochłaniam ją naraz całą. A książka to już przyjemność dawkowana stopniowo, przez kilka dni. No i tak się dzieje, że corocznie książek mi przybywa, a nie lubię ich oddawać. W związku z tym cały czas wymyślam kolejne miejscówki dla mojego książkozbioru. Ile mam książek? No tak konkretnie to 580 cm. Mało? Dużo? Zależy od punktu widzenia. Ale fakt jest taki, że co roku około 25 cm książek mi przybywa.
O, a to mój świąteczny przybytek.


Jeżeli trend się utrzyma, a będę żyć jeszcze załóżmy 60 lat (mam nadzieję, że medycyna pójdzie jeszcze bardziej naprzód i będzie to możliwe we względnym zdrowiu) to potrzebuję przewidzieć miejsce na 15 metrów bieżących książek. O_o. No chyba, że papierowe tomiszcza całkiem odejdą do lamusa i będą wyłącznie w wersji elektronicznej. Ale umówmy się. Chciałabym mieć taki problem.I tak znajdę coś, czym zapcham te puste półki. A Ty? Czytasz tradycyjnie, czy ebookowo? Czy w ogóle czytasz? 

6 komentarzy:

  1. O proszę :D a ja teraz czytam to, co widzę u Ciebie - Zaginioną Pilipiuka. Aparatusa nie mam, muszę gdzieś dorwać. A na audiobooku słucham cyklu "Oko jelenia" :D
    Ebooki na komórce czytałam po urodzeniu młodszej - przy kp rewelacja! środek nocy, dziecię ciumka, ja nie mogę zasnąć i czytam, czytam, czytam.
    Też nie oddawałam książek. Ale... miejsca brak, bo rozrasta się księgozbiór córek! no więc - oddaję. Takie, których nie przeczytam nigdy (a kilka mi się uzbieralo prezentowych z reguły bądź wygranych), które przeczytałam bez szału, albo tyle razy, że mam dość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pilipiuka zostawiam sobie na deser, bo czuję, że mnie nie zawiedzie. Na razie chodzą spać z Waltem Disneyem, ale szybko przy nim usypiam ☺

      Usuń
  2. Ja czytam tradycyjnie. Lubię po prostu kontakt z papierem, lubię poczuć, że mam książkę w ręce i nawet ją powąchać :)
    Na spacerach także uskuteczniam bujanie wózka nogą :) Książkę pakuję do torby, a torbę na ramię wózka, więc dźwigać jej nie muszę ;)
    A podczas nocnego kp buszuję po internecie w smartfonie, można to też zaliczyć chyba do czytania? ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię "kontakt z papierem", ale po spacerze muszę tę torbę od wózka jeszcze wtaszczyć własnymi ręcyma do swojego M i o to mi się rozchodzi z tym dźwiganiem.

      Usuń
  3. Rozumiem :)
    Widzę nową książkę Miłoszewskiego. Ja jestem dopiero na etapie "Bezcennego", którego upolowałam w Biedronce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Bezcenny" jest świetny, połknęłam na raz. Ale w tym "Gniewem" już tak fajnie nie było. Jak dla mnie za ostra i przestylizowana momentami. A wielką fanką Miłoszewskiego byłam...

      Usuń